belka1

Polska

bb 2015 art

Miejsce: Bałtów i okolice.
Termin: 9-11 października 2015 r.

Klasy: Extreme, Adventure, Wyczyn i Turystyk.
Status: duża impreza amatorska oferująca bardzo różne trasy (w zależności od klasy).

 

 

 

 


Pokaż Bałtowskie Bezdroża na większej mapie
Wyniki:
Extreme
Adventure
Wyczyn
Turystyk

 

Prolog rozegrano tradycyjnie na nieczynnej żwirowni w miejscowości Sudół.


Zawodnicy startowali klasami – od "Turystów" po Extreme. Pomiędzy klasami trasa była delikatnie modyfikowana – zmieniano ustawienie taśm, dołączając kolejne, specjalnie spreparowane przeszkody (stosownie do możliwości klasy). Dlatego czasy pomiędzy klasami nie są bezpośrednio porównywalne. Dowieziono na trasę wodę, nie zabrakło misternie wyrzeźbionych koparką tarek. Właśnie te ostatnie okazały się wyzwaniem dla zawieszeń u "Turystów" i "Wyczynowców", np. Sebastian Marek (346) zerwał tylny amortyzator. Trudne były też poprzeczne rowy, przez które kilka załóg wyrolowało (np. Sławomir Ciolek z Extreme i Marek Bąkowski z Adventure). Dość niebezpieczne spotkanie z karpą zakończone gwałtowną rolą przez przód zaliczyła załoga turystyczna Piotr Oberda/Jarek Kuchta (423). Na szczęście poważnych obrażeń doznał tylko ich Jeep Grand Cherokee.


To chyba jedyna impreza, gdzie pomimo towarzyskiej atmosfery już na prologu walka jest interesująca nawet w najlżejszych klasach. Prawdopodobnie to zasługa startów czwórkami, gdzie dochodzi do bezpośredniej rywalizacji pomiędzy ekipami. Na mecie jednego z takich "rzutów" w klasie Extreme Tomasz Gołka wyskakując z podjazdu… wpadł w tył stojących już na mecie zawodników z Kotelnicy. Na szczęście tu również obeszło się bez poważnych konsekwencji.

 

Po szybkich wynikach prologu (pomiar elektroniczny) klasy wyruszały na swoje odcinki wieczorno-nocne. ADV miał do pokonania 4 oesy, zaś EX – 5 prób. Sporo załóg podeszło strategicznie do wyboru odcinków i omijało te wyglądające na zbyt trudne lub zbyt mokre. Trzeba przyznać, że woda uczciwie zalewała wnętrza pojazdów i wlewała się pilotom do woderów, co przy tej temperaturze do najprzyjemniejszych nie należało :-) .

 

Oczywiście nie obeszło się bez awarii. Ekipa Łukasza Małolepszego stanęła na trasie – spaliło się sprzęgło w nowym aucie i załoga była zmuszona do wycofania się z rywalizacji. Na trasie serwisował się zielony Grat Kowalskich – uszkodzony wahacz nie pozwolił na kontynuowanie jazdy. Mimo skutecznej naprawy limit czasu nie pozwolił im zaliczyć wszystkich oesów. Jacek Szczęch (ADV) ekspresowo wymieniał przeguby i zdążył zaliczyć wszystkie próby.

Andrzej Bruski odpadł z rywalizacji - rozleciał mu się reduktor. Zły był bo w domu (czyli w Miastku) zostało kilka na wymianę:-)

 

W sobotę start przyspieszono o godzinę. Pogoda przez cały rajd była "złoto-jesienna", ale też dała się zawodnikom we znaki, bo połączenie wody z nocnym mrozem nie było całkiem przyjemne. Dlatego wiele załóg odpuszczało mocno wodne odcinki.

Trasa dzienna dla Ex i Adv mierzyła około 90 km i znajdowało się na niej po 9 oesów (ale większość oddzielnie dla każdej z grup).

Na pierwszym oesie extremu w aucie Misio Team spaliło się sprzęgło i Mariusz Niemiec nie mógł jechać dalej. Na pomoc ruszył Jacek Musz, ale złamał mu się zderzak, który z kolei uszkodził alternator. Terenowcy to jednak bardzo pomocni ludzie, bo alternator już się "organizuje", a na pomoc "Misiowi" ruszył Jarek Jarzembowski, który chwilę wcześniej… dachował na tej próbie! Ostatecznie usterka w aucie Mariusza okazała się nie aż taka ciężka – strzał ze sprzęgła usunął zapieczenie. 

Na jednym z pierwszych odcinków ekipa Stachal/Stachal zaliczyła awarię – uszkodzony został wałek atakujący w moście. Prowadzący po nocy Ignacy Lenkiewicz na oesie 6 stracił sprzęgło i zjechał już na bazę na lawecie, nie zaliczając trzech ostatnich oesów. Szkoda, bo był to jeden z głównych pretendentów do zwycięstwa.

Ekipa Kowalski/Kowalski jako jedyna pokonała odcinek wodny nr 5 ("Kanał Mistrzów"). Ale parę razy zaliczyli też rolowanie – m.in. na próbie 4 i 8.

 

Atmosfera jak zwykle bardzo pozytywna, załogi które zostały wyeliminowane przez usterki lub odpuszczały walkę szybko zmieniały się w kibiców (lub doradców :-), których tak czy inaczej nie brakowało przy odcinkach. Jedynym punktem zapalnym (powiązanym z zarzutami w kierunku organizatorów) było przydzielenie zawodników do poszczególnych klas – wielu z nich na siłę pchało się do niższych, licząc na zwycięstwo i zgarnięcie intratnej nagrody (przypomnijmy: wyjazd do Moab). Najwięcej kontrowersji dotyczyło Wyczynu, przypomnijmy więc, że auta powinny mieć tam tylko przednią wyciągarkę elektryczną (inne powinny być plombowane!), nadwozie powinno przypominać seryjne, ale tylko do środkowego słupka, zaś maksymalna średnica kół to 35 cali.