belka1

Polska

bb2016 art

Miejsce: Bałtów i okolice.
Termin: 7-9 października 2016 r.
Klasy: Extreme, Adventure, Wyczyn i Turystyk.
Status: duża impreza amatorska oferująca bardzo różne trasy (w zależności od klasy).

 

 

 

 


Pokaż Bałtowskie Bezdroża na większej mapie
Wyniki:
Extreme 
Adventure 
Wyczyn 
Turystyk 

Rajd w Bałtowie to ewenement na polskiej scenie offroadowej. Lista zgłoszeń zapełnia się momentalnie. Kilka lat temu organizatorzy postanowili organizować tylko jedno spotkanie w roku, ale przygotowują się do niego wyjątkowo starannie. Zawodnicy rywalizują w czterech klasach, najczęściej każda z nich ma własne odcinki (czasem ekipy startują obok siebie, ale po nieco innej trasie). Lista startowa wypełnia się niemal natychmiast, chociaż w rajdzie wziąć może udział blisko 200 zawodników!

Trasa dojazdowa i odcinki specjalne rozmieszczone są w województwach mazowieckim i świętokrzyskim. Część biegnie niedaleko Wisły, co w tym roku przysporzyło organizatorom niemało kłopotów – woda zalała część trasy turystycznej i wyczynowej, przez co na gorąco trzeba było wytyczać objazdy.

 

Bałtowskie Bezdroża rozpoczynają się tradycyjnym prologiem. To widowiskowa próba przeprowadzana w starej kopalni piasku. Załogi startują i kończą na wzniesieniu, z którego zjeżdżają do ogromnej „wanny”. Takie umiejscowienie próby pozwala łatwo obserwować zmagania zawodników. Tradycyjnie załogi startowały czwórkami, a każda klasa miała nieco zmienioną trasę. Emocji naprawdę nie brakowało, dodawał ich specjalnie wykopany rów czy uformowane szykany. Trochę problemów (szczególnie dla tych, co nie uznają odejmowania gazu :-) przysporzył podjazd na metę zakończony wyskokiem.
Najlepszym czasem w klasie Extreme popisała się załoga Mariusz Szyszka/Piotr Grzadziel. Sukces ten jednak drogo okupili - lądując na mecie na zaciśniętych hamulcach urwał się most przedni co zakończyło dla nich rywalizację na rajdzie. Uszkodzenia okazały się na tyle poważne, że z mety panowie odjechali wspomagani prze ciągnik.

Również inne załogi z najbardziej terenowej klasy miały problemy. Andrzej Szczygielski i Paweł Michalak urwali lewy przedni amortyzator, ale po naprawie panowie wrócili do rywalizacji.

W Suzuki Jimny Maszka Team (Marzena Kaczmarek i Bartosz Kulpiński) uszkodzeniu uległo sprzęgiełko w prawym przednim kole, a samochód skończył na boku. Usterkę udało się usunąć zaraz po zjechaniu z prologu i załoga ruszyła na dalszą trasę.

Jan Ciemny i Rafał Dunajski ukończyli prolog ze świszczącym tylnym prawym kołem. Przyczyną nieszczelności okazał się wbity między felgę a oponę kamień - usterkę usunięto na poczekaniu.

Popisową rolkę przez tylną oś zaliczyła załoga klasy Adventure - Dariusz Jaskuła i Tomasz Basaj. Stało się to w sztucznie wykopanym rowie. Panowie przefasonowali sobie przód i opuścili trasę na lince wspomagani przez ciągnik.

Prologu o własnych siłach nie ukończyli też Błażej Kiarszys i Tomasz Konieczny. W końcówce trasy, dobijając tylną oś uszkodzili napęd.

 

Ostro było też w klasie Turystycznej – Przemysław i Piotr (nr 417) zaraz po starcie zostali brutalnie najechani przez czarnego Patrola w skutek czego pokiereszowane zostały prawe przednie drzwi i samochód stracił prawą tylną lampę.

 

Po prologu przyszła naprawdę długa i ciężka noc z trawersami, rolkami, wodą i błotem! Rolki zaliczali nie tylko zawodnicy nieobeznani w walce na trawersach, ale też znani "wyjadacze": Lenkiewicz, Kowalski, Dałkiewicz. Ale nie wyprzedzajmy faktów :-)

Na pierwszym odcinku w aucie Jana Ciemnego i Rafała Dunajskiego urwał się wąs zwrotnicy, przez co musieli ominąć 2 oes i zjechać na bazę w celu naprawy.

Sławek i Kamil Kowalscy na 2 oesie zaliczyli rolkę, na koła pomógł im wrócić Ziemowit Paś. Błędów w asekuracji na tym oesie nie ustrzegła się też załoga Dendrona (Tomek Dałkiewicz i Krzysztof Pułecki), co zakończyło się dla nich dachowaniem na trawersie. Na koła wrócili z pomocą wyciągarki mechanicznej innej załogi.

Kolejna ekipa, która na tym odcinku skończyła na dachu to Ignacy Lenkiewicz i Przemysław Biegański. Po popisowej wywrotce i postawieniu się „dachówką” na koła wrócili do dalszej jazdy.

Inne przygody na tym oesie mieli Dariusz Dworzyński i Daniel Fudecki (Wartrans) - uszkodzili most przedni i kontynuowali jazdę z cieknącym olejem - most pękł przy mocowaniu prawego wahacza.

Pech nie opuścił załogi Kowalskich - na 3 oesie, przez źle ustawiony metromierz który pokazywał że mają godzinę mniej niż w rzeczywistości do ukończenia etapu, popełnili błąd i zaliczyli rolkę. Po postawieniu auta znowu... rolowali trzy razy (cieszyli się, że nie cztery, bo auto wylądowało by w rzece) i to zakończyło dla nich rywalizację - kierowca nadwyrężył kręgosłup i nie czuł się na siłach by kontynuować jazdę.

Dagmara Kowalczyk i Roman Popławski (Adventure) uszkodzili przednią półoś i skupiali się na zorganizowaniu części do naprawy auta przed dalsza rywalizacją. Dariusz Baran (również Adventure) z nocnego odcinka wrócił z urwanym wahaczem mostu tylnego co uniemożliwiło dalszą jazdę.

 

Po odcinku nocnym wiele załóg nie wróciło już do rywalizacji w wyniku uszkodzeń, które były zbyt poważne aby naprawić je na bazie w ciągu nocy. Etap nocny obfitował w rolki do tego stopnia, że w dziennym nie było już oesu Skarbka, a to na nim można było zobaczyć jak jedna terenówka roluje po dachu drugiej i staje na kołach.

 

Auto załogi Wartransu ostatecznie zostało wyeliminowane przez uszkodzony most: pęknięcie i wyciek oleju nadwyrężyły dyferencjał, który ostatecznie odmówił dalszej współpracy.

Tytuł najgorętszej załogi należy się za to ekipie Marcin Meller/Albert Niedźwiedzki (Adventure), która dosłownie „paliła się” do rywalizacji. Skończyło się spaloną deską i całą instalacją elektryczną. Załoga ugasiła pożar, ale auto nie nadawało się do dalszej jazdy.

Przedwcześnie rajd zakończyli też Dagmara i Roman - uszkodzenia mostu były zbyt poważne i nie udało się naprawić auta. 37-calowe koła mocno podnoszą właściwości jezdne auta, ale też mocno nadwyrężają zmęczone już mechanizmy. Na nie domiar złego kierująca pojazdem Dagmara doznała kontuzji ręki.

Łukasz Gembala i Piotr Troszok zaliczyli rolkę, która nie odbiła się mocno na samochodzie ale prawdopodobnie przyczyniła się do przestawienia się zegara na metromierzu co zaowocowało spóźnieniem się na metę i otrzymaniem taryfy.

Paweł Grześkowiak i Robert Musiał jeszcze przed startem walczyli z kolumną kierowniczą, a dokładniej z jej elastycznym połączeniem z przekładnią - w trakcie nocnej rywalizacji uległa uszkodzeniu.

Kłopoty nie omijały też słabszych klas, np. załoga „wyczynowa” 323 miała problemy z pompą hamulcową, napędem i uszkodzoną wyciągarką, ale wszystkie usterki udało się usunąć i kontynuować jazdę w 2 etapie.

 

II etap sobotni

Jak może skończyć się zła ocena trasy przekonała się Marzena Kaczmarek (Maszka Team) – pokonywanie „Kanału Mistrzów” skończyło się utopieniem auta. Z wody wystawał tylko kawałek dachu i snorkel któremu brakowało 5 cm do lustra wody :-) Kierująca ewakuowała się a pilot z pomocą załogi Mariusz Niemiec/Tomasz Janik wydobył auto na płytszą wodę. Ekipa bez większych problemów ukończyła oes.

Mniej wytrwałości miała załoga z Adventure: Szymon Dutkiewicz i Ryszard Kmiecik. Wycofała się z rywalizacji po kilku oesach bo - jak sami stwierdzili - mieli już dość. Usterki nie były poważne, ale „upierdliwe” i załoga nie czerpała już przyjemności z rywalizacji. Uszkodzeniu po raz kolejny uległ przewód od chłodnicy, zgięty drążek utrudniał jazdę a czarę goryczy przelały zepsute wycieraczki.

Jacek Frejtag i Kuba Paduszek może się za to poszczycić awarią auta na... prostej asfaltowej drodze. Na szosie dojazdowej zablokowaniu uległ reduktor, który unieruchomił wszystkie 4 koła i auto w ślizgu rozpędem pokonało kilkadziesiąt metrów. Na szczęście udało się nie wypaść z drogi ale zakończyło to dla nich rywalizację.

Jedna z załóg Wyczynu (352) przy jednym z pierwszych odcinków miała problemy z ugotowanym silnikiem. Układ chłodzenia zapowietrzył się i pilot zaprezentował swój patent pt. „wentyl od felgi zamontowany w obudowie termostatu" – chodź, jak sam stwierdził, nie do końca udany bo ciśnienie uciekało zbyt wolno.

Miano największych pechowców soboty nieoficjalnie możemy przyznać załodze nr 333 z Wyczynu, która około godziny 13 wjechała do rzeki i przez błędną ocenę trasy zawisła na starych palach mostu na kilka godzin. Dopiero około 17.00 na pomoc zjechał potężny 3-osiowy star z dźwigiem i około 18:30 auto opuściło wodną pułapkę chodź nie o własnych siłach - w trakcie akcji ratowniczej zablokował się napęd i koła przestały się obracać.

Turystyczna załoga 438 przekonała się, jak ciężkie trasy zostały dla nich przygotowane, gdy uszkodziła przedni most. Cieszyli się dużą oglądalnością, gdyż wymiany dokonywali na parkingu przy punkcie żywieniowym.

bb2016 gal