belka1

Polska

h6 2016 ogrodzieniec artMiejsce: kamieniołom w Ogrodzieńcu.

Termin: 19 marca 2014 r.

Klasy: No Limit, Advance, Challenge.

Status: przeprawowa impreza amatorska, 1. elimacja cyklu H6 (zaplanowano 3 eliminacje).

 

 


Pokaż H6 - eliminacja I na większej mapie

 
Wyniki NOL  
Wyniki ADV  
Wyniki CHL  

Regulamin  

 

 

 

Miejscem zmagań rajdowców był ogrodzieniecki kamieniołom. Mimo, że to teren dobrze znany wielu zawodnikom, nikt się nie nudził i nie jechał z zamkniętymi oczami. Wyciągarki naprawdę miały co robić. Trasa jak zwykle wspólna dla wszystkich klas, ale dla każdej organizator przygotował po 3 różne odcinki specjalne. Czas jazdy to maks. 6 godzin podzielone na 2 etapy po 3 godz. Stawiło się naprawdę dużo załóg, nie brakowało też kibiców.

 

W najmocniejszej klasie No Limit na liście startowej znalazło się 11 ekip. Czekało na nich naprawdę dużo wody i błota, tak też kończył się i zaczynał duży trawers. Zdecydowaną przewagę uzyskała ekipa Waldemar Cesarz/Krzysztof Szlachta – pokonali aż 10 okrążeń, podczas gdy pozostali konkurenci zdołali przejechać maksymalnie 6.

Tomasz Dałkiewicz przywiózł do Ogrodzieńca zmodernizowanego Dendrona, ale z powodu urwanej flanszy reduktora załoga do serisu zjechała na sznurku. Dzięki temu, że awaria objawiła się na odcinku dojazdowym, nie było kłopotu z opuszczeniem trasy. Jeszcze mniej punktów zdołał uzbierać Robert Biały – w Suzuki urwał się drążek kierowniczy. Auto Pawła Kwolka po pierwszym etapie zaparkowało nie na polach startowych, ale na lawecie. Łukasz Męcik z kolei niefortunnie zaatakował rów, przez co pogięły się uszy zwrotnicy (od drążków kierowniczych). Auto udało się zreanimować.

 

Na liście startowej klasy Advance widniało 12 ekip. Trasa była tu mniej mokra, ale też trudna technicznie. Pecha miał Piotr Plackowski – w jego aucie silnik nie przeżył spotkania z wodą. Również w tej grupie pojawił się zdecydowany lider – to ekipa Łukasz Gembala/Tomasz Szarzec, której udało się przejechać 12 okrążeń. Na drugim miejscu rywalizację ukończyli Tomasz Stokłosa i Arkadiusz Kwade, którzy na drugim etapie uszkodzili chłodnicę wspomagania – na szczęście zauważyli usterkę, ominęli uszkodzony element i kontynuowali jazdę. Z nadziejami na dobrą pozycję do rywalizacji przystąpił Scarab Team (Florczak/Soboń), jednak samochód od samego początku sprawiał problemy – silnik nie pracował jak powinien, na odcinkach gasł i tracił moc co chwila „gubiąc cylindry”. Wymęczona załoga ukończyła obydwa etapy i odstawiła auto na lawetę, gdzie… zupełnie umarło. Załadunek dokończono wyciągarką.

Na piątym miejscu, za Florczakiem, rajd ukończyli Roman Junka i Rafał Solich. Podczas pierwszego etapu uszkodzeniu uległ przewód pneumatyczny, co poskutkowało awarią kompresora i brakiem blokad. Kompresor zreanimowano w przerwie, przewód naprawiono i dalej już nie było niespodzianek. W iście epickim stylu imprezę ukończyli Michał Szczurtek i Sebastian Klonowski – na 2 minuty przed dozwolonym czasem, 200 m przed metą skończyło się im paliwo. Stało się to w miejscu, gdzie nie dało się ich ominąć i holować, do mety zapchała ich inna załoga. Okazało się, że nawet zalany pod korek 38-litrowy zbiornik to za mało na 6 godzin rywalizacji, załoga przyznała, że pokutują przyzwyczajenia z diesla, który nie był tak paliwożerny.

Michała Wojciechowskiego i Krzysztofa Pawlaka od początku prześladował pech. Już po kilku minutach stracili prąd na zapłonie i pomimo że przyczyna była banalna (spalone bezpieczniki) to były one dobrze schowane. Drugi etap tez nie był szczęśliwy, już na pierwszym oesie urwała się końcówka drążka. Mimo że auto naprawiono na trasie, team wycofał się z rywalizacji stwierdzając że to najwyraźniej nie ich dzień i brakuje frajdy z jazdy.

Jazdę przedwcześnie ukończył też Marcin Burkietowicz – na drugim etapie urwało się ucho ramienia przekładni kierowniczej i z boku ekipa czekała na zakończenie żeby wymontować część koledze z samochodu i wyjechać z odcinka o własnych siłach.

 

Staje się tradycją, że najwięcej ekip rywalizuje w klasie Challenge – na liście startowej było aż 17 ekip. Po zwycięstwo sięgnęli Rafał Noszka i Mariusz Kiszło, ale różnica nie była aż tak duża jak w mocniejszych klasach – mieli jedno okrążenie przewagi. Nie obyło się jednak bez przygód – na pierwszym etapie niefortunny wjazd w dół zaowocował zgiętym drążkiem kierowniczym, po wymianie ekipa kontynuowała rywalizację bez kolejnych przygód.

Krystian Spławski i Marcin Hajdas na pierwszym etapie stracili pasek od wspomagania, zaś na drugim na z pozoru prostym, bardzo błotnistym odcinku mieli „przygodę”. Zbyt duża prędkość i najazd przednim kołem na drzewo wywrócił Suzuki na bok kierowcy i dach. W trakcie stawiania auta na koła pech nie opuścił załogi – zawiśli przodem na drzewie. Zjazd skończył się urwanym zderzakiem i pokiereszowanym przodem. Pomimo lądowania snorkelem w wodzie i zassania ogromnej ilości wody silnik – o dziwo – odpalił i prychając wyjechał z błota. Po kontrolnej przepałówce kontynuowali jazdę w obłokach błękitnego dymu z oleju który wlał się do dolotu.

Niegroźną przygodę (dachowanie) już na początku pierwszego etapu zaliczyła ekipa Rafał Ciołczyński i Tomasz Lachan. Pomimo, że Samurai był seryjny (bez klatki) nikomu nic się nie stało i po usunięciu dachu załoga w świetnym humorze kontynuowała walkę. Seryjny pałąk przejął całą siłę uderzenia.

Dariusz Teneta i Dorian Teneta (Mercedes G) na pierwszym etapie urwali drążek Panharda. Pospawali go na bazie, ale drugi etap jechali asekuracyjnie, żeby „dotoczyć się do końca”.

Załoga Jeepa Cherokee XJ (Andrzej Klekowiecki i Krzysztof Klekowiecki) od początku zmagała się z przegrzewającym się czujnikiem położenia wału. Na jakiś czas pomagało chłodzenie wodą, dzięki czemu mogli kontynuować jazdę i dobrze się bawić. Pomimo zmęczenia do domu ekipa wracała 200 km na kołach.

W Pajero Łukasza Andzlika i Michała Chrzana pierwszego etapu nie wytrzymał jeden z wewnętrznych przegubów. Na domiar złego z góry silnika zaczął ciec olej – nie udało się zlokalizować usterki i załoga nie wystartowała w drugim etapie.

 

Przez całą imprezę było słonecznie, ale chłodno. Na przemoczonych i wymarzniętych zawodników czekało ognisko, grill i pyszna zupa produkcji mamy Maćka Rachtana odpowiadającego za organizację.

 

 

 


 h6 2016 ogrodzieniec gal